Nie piszę ostatnio ponieważ nie lubię się użalać nad swoim życiem. Jest jakie jest inne nie będzie... Nigdy!
Chciałabym  pokazywać swoim czytelnikom szczęśliwe momenty, jak cudownie sobie radzę z życiem. Jaka silna jestem, że potrafię pokonywać przeszkody. Nie chcę Was okłamywać, ani samej siebie...
Wszystko co udało mi się w życiu wymagało ode mnie mnóstwa wysiłku.
Prawda jest taka, że tak naprawdę sobie nie radzę. Już w czasach szkolnych nie czułam się wystarczająco dobra i wytrwała by odnosić sukcesy, nawet najmniejsza porażka potrafiła mnie zdołować, byłam i nadal jestem bardzo niepewna swoich umiejętności. W tym roku skończę 29 lat, mam wrażenie, że niewiele osiągnęłam, nie wydałam książki nad którą pracuje już kilka lat, zrezygnowałam z pracy na etacie bo mnie wypaliła... Jakie to banalnie!!!
Teraz piszę teksty na zlecenie i staram się uwierzyć, że to ma sens. Lubię to robić, ale czy będę mogła się utrzymać z tego nie wiem, czas zweryfikuję. 
Wiecie czego najbardziej się boję swojej przyszłości, zawsze się bałam tego, co mnie czeka... Mówią, że niczego nie można być pewnym, ja na pewno nie jestem. Wiem sama na tym świecie jeszcze nie zostałam, mam rodzinę, męża, ale nikt nie został dany raz na zawsze. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek będę miała potomka, bo sytuacja wygląda, jak wygląda, kto ma wiedzieć ten wie, o czym mówię... Odkąd pamiętam życie wystawało mnie na próby, jak każdego innego człowieka. Wszyscy ludzie którzy pojawili się na mojej drodze, twierdzili, że jestem bardzo silna, bo znoszę, to wszystko z godnością, umiem się uśmiechać mimo tego wszystkiego, co się wydarzyło w moim życiu.
  Nigdy nie czułam w sobie siły, ja po prostu nie miałam innego wyjścia, różne próby kończyły się niepowodzeniem.
Najbardziej bolą mnie moje ograniczenia fizyczne, ktoś niedawno mi powiedział, że mimo lat nigdy się z mini nie pogodziłam. Powiem Wam to prawda, nie da się do tego przyzwyczaić, zawsze miałam poczucie, że moja dusza nie pasuje do mojego ciała. 
Kiedyś jako mała dziewczynka, myślałam, że Bóg się pomylił i na pewno to naprawi, teraz już jako kobieta, uważam, że jeżeli naprawdę Bóg istnieje, to ma bardzo słabe poczucie humoru.
Ja nigdy nie mówiłam, w co kto ma wierzyć, więc mam nadzieję, że nie wykryje się na mnie duża fala nienawiści, a jeśli tak, to sobie poradzę.
Czy jest coś, co chciałabym zmienić?- Tak, najbardziej na świecie, pragnę tego bym nie musiała nikogo prosić o pomoc w życiu, jednak wiem, że to nie jest możliwe. Zdaję sobie sprawę, że pewnych marzeń nigdy nie spełnię, cieszę się jednak, że mogłam poznać rodzaje innej miłości niż tej do rodziców i rodzeństwa, dowiedziałam się, jak to jest kochać mężczyznę, tym razem nie z książek. Nauczyłam się kochać dziecko, które nie jest moje biologiczne, to nie jest łatwa miłość... 
Czy kiedykolwiek poznam jak smakuje miłość do własnego dziecka?- Tego nie wiem, staram się o tym nie myśleć, żeby samej nie zadawać sobie bólu.
Inną sprawą jest to, że większość ludzi uważa, że się nie nadaje do bycia matką, ale to temat na inny post.
Podsumowując nie zawsze uśmiech na twarzy oznacza szczęście, a to, że się nie podajemy, nie zawsze oznacza, że jesteśmy silni.

1 komentarz

Anonimowa A. pisze...

Cześć :)
Przeczytałam całość bloga i bardzo się cieszę, że tu trafiłam. Jesteś silną kobietą, inspirujesz - np mnie. Sama jestem niepełnosprawna i mogłam utożsamić się z wieloma Twoimi myślami. Oczywiście są kwestie, które nas różnią, ale każdy jest przecież inny.
Ja wracam do życia po kilku bardzo trudnych latach, mogę teraz wreszcie powiedzieć, że je kocham. Cieszy fakt, że spotkałam osobę w podobnej sytuacji, która żyje na 100%
Przesyłam ciepłe myśli i pozytywną energię :)
Pozdrawiam